Macieja Wojtyszkę znamy jednak głównie jako reżysera telewizyjnego, również autora książek. Z zaciekawieniem czekaliśmy na „Ogród Luizy”, filmu nagrodzonego na ostatnim FPFF, chociaż nie nagrodami głównymi. Historia dziwnej przyjaźni gangstera i niezrównoważonej psychicznie córki małomiasteczkowego notabla uznana została na ogół za rodzaj bajki, chociaż opartej na znanych nam dobrze realiach. Istotnie „Ogród Luizy” jest zbitką filmu sensacyjnego i delikatnej opowieści o uczuciu. Kiedy odrzucimy wątki obyczajowe i gangsterskie pozostaje związek między pewnym siebie przywódcą lokalnej grupy przestępczej a młodziutką dziewczyną, może chorą , a może zbyt wrażliwą. Maciej Dorociński , gwiazdor seriali policyjnych dostał nagrodę za rolę męską i istotnie tworzy nieprzerysowaną postać mocnego człowieka. O wiele trudniejsza do zagrania była jednak dla Patrycji Soliman postać dziewczyny nadwrażliwej , a może istotnie chorej. W tej grze opiekuńczo – miłosnej łatwo było przekroczyć narzucające się stereotypy wielu dotychczas zrealizowanych filmów na podobny temat . Dobre dialogi pozwoliły utrzymać to co dzieje się między bohaterami na takiej bazie prawdopodobieństwa, że nawet jeśli w tym konkretnym filmie obserwujemy coś co nie może się zdarzyć naprawdę – siedząc w kinie wierzymy w to. Rzadko w tak trudnej roli aktorce udaje się stworzyć postać dziewczyny delikatnej, z własną wewnętrzną logiką świata nie popadając w szarżę. Silny „Fabio” interesuje się czymś tak kruchym i niezrozumiałym dla jego świata, że wartym opieki.
Film Wojtyszki z pewnością słusznie nie dostał żadnej z głównych nagród festiwalu w Gdyni, ale na pewno równie słusznie dostał 2. nagrody specjalne . "Ogród Luizy" - rzetelność , sprawność, delikatność . Tylko tyle i aż tyle.
Etykiety: M.Wojtyszko, Maciej Dorciński, Ogród Luizy, Patrycja Soliman
„Juno” film Jasona Reitmana to jeszcze jeden wyróżniony film tegorocznych Oscarów, tym razem za scenariusz oryginalny.
Zapowiedzi filmu nie są zachęcające : problemy 16 latki, niechciana ciąża, aborcja, adopcja. Nudne kino społeczne. Ale Amerykanie nie mogą pozwolić sobie na zrobienie nudnego filmu o czymkolwiek. Tak jest i teraz. Ciekawa jest postać autorki scenariusza, Diablo Cody, która w Hollywood odbierała pozłacaną figurkę. Striptizerka, autorka popularnych blogów, w końcu autorka książki opartej na blogu. Tu ją wypatrzono i tak została autorką filmu nagrodzonego Oscarem za scenariusz oryginalny.
I tak wkraczamy do filmu obserwując Juno od sceny inicjacji przez jej wahania co zrobić z przypadkową ciążą, aż do decyzji o adopcji . Przypominamy sobie wszystkie ponure filmy jakie oglądaliśmy na ten temat ( włącznie z obsypanym nagrodami rumuńskim „4 miesiące, 3 tygodnie, 2 dni”) i stwierdzamy nagle, że ciągle się śmiejemy. Wspaniale zagrana postać Juno przez młodą ale doświadczoną już aktorkę Ellen Page, jej i rówieśników język , wyraziste, z ironicznym dystansem pokazane inne postaci tej historii. Tłumacz dialogów miał tu arcytrudne zadanie, jak przełożyć słowa i zwroty jakimi posługuje się młodzież amerykańskiej szkoły i tytułowa Jane, dziewczyna dojrzała co do oceny własnej sytuacji, ale dziecinna zarazem. Oglądający film muszą umieć szybko czytać by odkrywać dowcip i pomysłowość oddawanych przez tłumacza określeń.
Fabuła w końcu prosta. Jak powiedzieć „to” rodzicom, co z brzuchem w szkole, jak postępować z wybranymi, przybranymi rodzicami. Jednak rozwiązanie filmu ( nie landrynkowa scena ostatnia) zaskakujące, nie do pomyślenia w polskim filmie. Dlaczego „Dziecko rzecz ważna, ale niekonieczna”? Do rozwiązania tej tajemnicy miesięcznik Film zatrudnił czołową naszą feministkę Agnieszkę Graff, która w długim artykule wybrzydza i wybrzydza, ale przyznaje, że na filmie bawiła się świetnie. Nie zniechęcając się ogólnikowymi zapowiedziami, należy wybrać się na „Juno”, choćby po to by w dość licznej publiczności ze zdumieniem stwierdzić jakby komputerowo wygenerowane, polskie odpowiedniki bohaterów filmu. Czy te młode pary oglądają pikantny film na tematy okołoseksualne, czy szukają rozwiązania swoich problemów?
“Martwa natura” Zhang Ke Jia, to podobno tytuł , który niezbyt poprawnie oddaje sens oryginalnego tytułu filmu Chińczyka z „trzeciego pokolenia”. Właśnie raczej „życie zatrzymane”.
Kończy się budowa największej inżynieryjnej budowy stulecia – tamy na rzece Jangcy zwanej „Tamą Trzech Przełomów”. Z terenów które utworzą zbiornik wysiedlono blisko 1,5 miliona mieszkańców . Stopniowo, wraz z podnoszeniem się lustra wody znikały wioski, miasta, świątynie, wielosetletnie zabytki. Przywódcy chińscy (m. inn Mao Zedong) poprzez ujarzmienie wielkiej rzeki chcieli zamanifestować potęgę państwa nowego typu.
Filmowa opowieść to dwie równoległe historie , górnika i pielęgniarki , którzy poszukują w mieście Fengije swoich bliskich. Fengije ma być wkrótce zalane, oznakowuje się kolejne domy do rozróbki, na jednej ze ścian robotnicy malują kreskę i piszą 165 m- tak głęboki ma tu być zbiornik.
Tama Trzech Przełomów przemieściła mieszkających tu od lat ludzi w różne strony wielkich Chin, uczyniła martwym nie tylko przyrodę ale poczyniła ogromne spustoszenie w ich trybie życia, zwyczajach. Dzisiaj po otwarciu( w roku 2006) zbiornika o długości 600 km ekolodzy dalej krytykują sens przedsięwzięcia w stosunku do środowiska przyrodniczego. Zhang Ke Jia obserwuje w swoim prawie dokumentalnym filmie zło uczynione ludziom. Widzimy katorżniczą pracę robotników rozbierających budynki, cegła po cegle. Obserwujemy ich pokorę w stosunku do czasu i wielkich przedsięwzięć którymi Chiny będą się chlubiły. Wielkie statki rzeczne, które na tle potężnej rzeki są zaledwie małymi łódkami, jeszcze mniejsze figurki ludzi. Przez większość projekcji prześladuje nas ogłuszający odgłos młotów i urządzeń technicznych, a także głosy ludzi przekrzykujących ten nieustanny hałas. Ludzi chcących zrozumieć niepomyślny los swój i swoich najbliższych. Paradoksalnie ten film pozwala nam zrozumieć jakim kosztem powstawały inne nieludzko wielkie zabytki chińskie i jaką role odgrywała w nich jednostka.
Wkrótce olimpiada w Chinach, nowoczesnych, wielkich, wspaniałych. Kontrowersje wokół olimpiady. Już teraz warto zobaczyć „Martwą naturę”. Koszt rzeczy wielkich w Państwie Środka.
Etykiety: Chiny, Martwa natura, OlimpiadaTama Trzech Przełomów
Nowsze posty Starsze posty Strona główna




