„Sen Kasandry” Woody Allena na naszych ekranach wywołuje rozbieżne opinie. Dla jednych jest to jeden z najlepszych filmów mistrza autoironii, inni widzą go jako przejaw silnego spadku formy i nawołują do powrotu cyklu neurotycznych bohaterów w roli głównej z nim samym. Jedni widzą w "Śnie Kasandry" moralitet z Dostojewskim w tle, inni mają go za thriller trzymający widza w nieustannym napięciu.
Historia dwóch braci , Iana i Terrego wplątanych w morderstwo, którego dokonują dla pieniędzy nie jest ani żadnym thrillerem, ani też poruszającym dramatem o problemach metafizycznych. Jest zgrabnie wyreżyserowanym, dobrze obsadzonym i zagranym filmem rozrywkowym dla trochę bardziej wymagającej publiczności. Pobrzmiewa tu trochę Hitchcockiem, ale nie jako mistrza suspensu, ale autora filmów dziejących się w eleganckich wnętrzach w których piękni i sympatyczni ludzie dokonują eleganckich jak oni sami zbrodni.
„Sen Kasandry” to film bibelot, bardzo dobrze wykonany, przyjemny w oglądaniu. Ani to najlepszy film Woody Allena , ani najgorszy.
Ale pozostaje pytanie : dokąd zmierza W. A. ?
Etykiety: bibelot, Kasandra, Woody Allen
Macieja Wojtyszkę znamy jednak głównie jako reżysera telewizyjnego, również autora książek. Z zaciekawieniem czekaliśmy na „Ogród Luizy”, filmu nagrodzonego na ostatnim FPFF, chociaż nie nagrodami głównymi. Historia dziwnej przyjaźni gangstera i niezrównoważonej psychicznie córki małomiasteczkowego notabla uznana została na ogół za rodzaj bajki, chociaż opartej na znanych nam dobrze realiach. Istotnie „Ogród Luizy” jest zbitką filmu sensacyjnego i delikatnej opowieści o uczuciu. Kiedy odrzucimy wątki obyczajowe i gangsterskie pozostaje związek między pewnym siebie przywódcą lokalnej grupy przestępczej a młodziutką dziewczyną, może chorą , a może zbyt wrażliwą. Maciej Dorociński , gwiazdor seriali policyjnych dostał nagrodę za rolę męską i istotnie tworzy nieprzerysowaną postać mocnego człowieka. O wiele trudniejsza do zagrania była jednak dla Patrycji Soliman postać dziewczyny nadwrażliwej , a może istotnie chorej. W tej grze opiekuńczo – miłosnej łatwo było przekroczyć narzucające się stereotypy wielu dotychczas zrealizowanych filmów na podobny temat . Dobre dialogi pozwoliły utrzymać to co dzieje się między bohaterami na takiej bazie prawdopodobieństwa, że nawet jeśli w tym konkretnym filmie obserwujemy coś co nie może się zdarzyć naprawdę – siedząc w kinie wierzymy w to. Rzadko w tak trudnej roli aktorce udaje się stworzyć postać dziewczyny delikatnej, z własną wewnętrzną logiką świata nie popadając w szarżę. Silny „Fabio” interesuje się czymś tak kruchym i niezrozumiałym dla jego świata, że wartym opieki.
Film Wojtyszki z pewnością słusznie nie dostał żadnej z głównych nagród festiwalu w Gdyni, ale na pewno równie słusznie dostał 2. nagrody specjalne . "Ogród Luizy" - rzetelność , sprawność, delikatność . Tylko tyle i aż tyle.
Etykiety: M.Wojtyszko, Maciej Dorciński, Ogród Luizy, Patrycja Soliman
„Juno” film Jasona Reitmana to jeszcze jeden wyróżniony film tegorocznych Oscarów, tym razem za scenariusz oryginalny.
Zapowiedzi filmu nie są zachęcające : problemy 16 latki, niechciana ciąża, aborcja, adopcja. Nudne kino społeczne. Ale Amerykanie nie mogą pozwolić sobie na zrobienie nudnego filmu o czymkolwiek. Tak jest i teraz. Ciekawa jest postać autorki scenariusza, Diablo Cody, która w Hollywood odbierała pozłacaną figurkę. Striptizerka, autorka popularnych blogów, w końcu autorka książki opartej na blogu. Tu ją wypatrzono i tak została autorką filmu nagrodzonego Oscarem za scenariusz oryginalny.
I tak wkraczamy do filmu obserwując Juno od sceny inicjacji przez jej wahania co zrobić z przypadkową ciążą, aż do decyzji o adopcji . Przypominamy sobie wszystkie ponure filmy jakie oglądaliśmy na ten temat ( włącznie z obsypanym nagrodami rumuńskim „4 miesiące, 3 tygodnie, 2 dni”) i stwierdzamy nagle, że ciągle się śmiejemy. Wspaniale zagrana postać Juno przez młodą ale doświadczoną już aktorkę Ellen Page, jej i rówieśników język , wyraziste, z ironicznym dystansem pokazane inne postaci tej historii. Tłumacz dialogów miał tu arcytrudne zadanie, jak przełożyć słowa i zwroty jakimi posługuje się młodzież amerykańskiej szkoły i tytułowa Jane, dziewczyna dojrzała co do oceny własnej sytuacji, ale dziecinna zarazem. Oglądający film muszą umieć szybko czytać by odkrywać dowcip i pomysłowość oddawanych przez tłumacza określeń.
Fabuła w końcu prosta. Jak powiedzieć „to” rodzicom, co z brzuchem w szkole, jak postępować z wybranymi, przybranymi rodzicami. Jednak rozwiązanie filmu ( nie landrynkowa scena ostatnia) zaskakujące, nie do pomyślenia w polskim filmie. Dlaczego „Dziecko rzecz ważna, ale niekonieczna”? Do rozwiązania tej tajemnicy miesięcznik Film zatrudnił czołową naszą feministkę Agnieszkę Graff, która w długim artykule wybrzydza i wybrzydza, ale przyznaje, że na filmie bawiła się świetnie. Nie zniechęcając się ogólnikowymi zapowiedziami, należy wybrać się na „Juno”, choćby po to by w dość licznej publiczności ze zdumieniem stwierdzić jakby komputerowo wygenerowane, polskie odpowiedniki bohaterów filmu. Czy te młode pary oglądają pikantny film na tematy okołoseksualne, czy szukają rozwiązania swoich problemów?
“Martwa natura” Zhang Ke Jia, to podobno tytuł , który niezbyt poprawnie oddaje sens oryginalnego tytułu filmu Chińczyka z „trzeciego pokolenia”. Właśnie raczej „życie zatrzymane”.
Kończy się budowa największej inżynieryjnej budowy stulecia – tamy na rzece Jangcy zwanej „Tamą Trzech Przełomów”. Z terenów które utworzą zbiornik wysiedlono blisko 1,5 miliona mieszkańców . Stopniowo, wraz z podnoszeniem się lustra wody znikały wioski, miasta, świątynie, wielosetletnie zabytki. Przywódcy chińscy (m. inn Mao Zedong) poprzez ujarzmienie wielkiej rzeki chcieli zamanifestować potęgę państwa nowego typu.
Filmowa opowieść to dwie równoległe historie , górnika i pielęgniarki , którzy poszukują w mieście Fengije swoich bliskich. Fengije ma być wkrótce zalane, oznakowuje się kolejne domy do rozróbki, na jednej ze ścian robotnicy malują kreskę i piszą 165 m- tak głęboki ma tu być zbiornik.
Tama Trzech Przełomów przemieściła mieszkających tu od lat ludzi w różne strony wielkich Chin, uczyniła martwym nie tylko przyrodę ale poczyniła ogromne spustoszenie w ich trybie życia, zwyczajach. Dzisiaj po otwarciu( w roku 2006) zbiornika o długości 600 km ekolodzy dalej krytykują sens przedsięwzięcia w stosunku do środowiska przyrodniczego. Zhang Ke Jia obserwuje w swoim prawie dokumentalnym filmie zło uczynione ludziom. Widzimy katorżniczą pracę robotników rozbierających budynki, cegła po cegle. Obserwujemy ich pokorę w stosunku do czasu i wielkich przedsięwzięć którymi Chiny będą się chlubiły. Wielkie statki rzeczne, które na tle potężnej rzeki są zaledwie małymi łódkami, jeszcze mniejsze figurki ludzi. Przez większość projekcji prześladuje nas ogłuszający odgłos młotów i urządzeń technicznych, a także głosy ludzi przekrzykujących ten nieustanny hałas. Ludzi chcących zrozumieć niepomyślny los swój i swoich najbliższych. Paradoksalnie ten film pozwala nam zrozumieć jakim kosztem powstawały inne nieludzko wielkie zabytki chińskie i jaką role odgrywała w nich jednostka.
Wkrótce olimpiada w Chinach, nowoczesnych, wielkich, wspaniałych. Kontrowersje wokół olimpiady. Już teraz warto zobaczyć „Martwą naturę”. Koszt rzeczy wielkich w Państwie Środka.
Etykiety: Chiny, Martwa natura, OlimpiadaTama Trzech Przełomów
Film Bałabanowa „Ładunek 200”oglądałem jako jedyny widz we wrocławskim kinie Warszawa, na jedynym tego dnia seansie o 20. 15. Zapewne w prawdziwej Warszawie było takich jak ja trochę więcej. Bałabanow i jego brudna, ciemna Rosja z roku 1984 z wszechobecnym bimbrem, z niepewnością czasów tuż przed „pierestrojką”. Pomieszanie norm moralnych, tych wykładanych na uniwersytetach z tymi , które stosuje się w niewiadomych czasach na swój użytek. Życie milicyjne i życie prywatne. Kryminalna intryga ( porwanie córki partyjnego notabla) oparte podobno na rzeczywistym wydarzeniu. Psychopatyczny komendant posterunku prowadzący śledztwo w sprawie uprowadzenia którego sam dokonuje. Widz poddany zostaje szokującym obrazom wyrafinowanych tortur. W tym przygnębiającym obrazie Rosji gdzie mieszają się porachunki dorosłych z cynizmem ludzi młodych jest po trosze wszystko: polityka, moralistyka, erotyka i nade wszystko poczucie zagrożenia .
Uważny widz zadaje sobie jednak pytanie czy przypadkiem ten świetnie zrealizowany film nie opisuje rosyjskiej rzeczywistości przez amerykańskie schematy filmu kryminalnego , thrillera, obrazów spod znaku Tarantino i braci Cohen. Nasuwa się nieodparte porównanie do poetyki oscarowego „To nie jest kraj dla starych ludzi”. Tu i tam przerażający psychopata, tu i tam naiwni prostaczkowie nie potrafią znaleźć się w nowej rzeczywistości. Jednak w filmie Bałabanowa dopiero zaczyna tworzyć się bogata Rosja, w filmie Cohenów już tylko pieniądz stał się wyznacznikiem życia.
Siedziałem samotnie , nocą w kinie Warszawa. Kiedyś było to największe i najlepsze kino wrocławskie. A jeszcze dawniej zburzono przepiękną salę z początku wieku, aby wybudować to nowoczesne kino. Wychodzę przez ciemne hole przez nikogo nie zatrzymywany , czy instruowany którędy opuścić budynek. Niedaleko wznoszą się okazałe Arkady Wrocławskie , w nich multipleks. Tam w kilkunastu salach wyświetlane są dużo bardziej optymistyczne filmy .Takie czasy – smutek i ponure klimaty muszą ukrywać się w zaułkach…
Etykiety: Bałabanow, Ładunek 200, pierestrojka, Rosja
Zanussi kręci nowy film. Ale już nikt nie pyta czym zajmie się teraz nasz specjalista od docentów, moralnych dylematów współczesnego człowieka i rozważań z pogranicza życia i śmierci. Nie jest pewne czy młodzi widzowie kojarzą jakikolwiek film z Zanussim. My starzy kiniole emocjonujemy się jeszcze trochę reżyserem od słynnej „Struktury kryształu”. „Serce na dłoni” aktualnie realizowany film Zanussiego należy do jakiejś formy filmu rozrywkowego. Słowem i Zannusi chce ażeby z trudem zebrane pieniądze na kolejną realizację zwróciły się. Nie wierzmy ,że Doda będzie ważnym elementem filmu. Czy tak ważnym jakim był Wałęsa w „Człowieku z żelaza”? Doda będzie pełniła funkcję klasycznego ozdobnika , tak jak drzewiej kutas u szlacheckiego pasa. I to jest słuszne pociągniecie marketingowe, bo fani dla kilku minut zaistnienia Dody u Zanussiego film oglądną. A jest ich milijon..
Ważniejszy jest udział w filmie dystyngowanej dody zupełnie innych czasów – Niny Andrycz. Bo Andrycz to nie śpiew a zaśpiew, to nie młodzieżowe tancbudy a prawdziwe salony. Oczywiście Nina Andrycz jest przede wszystkim aktorką teatralną. Doda staje się powoli i mitem i gadżetem . Film rozpięty miedzy Dodą a Andrycz – co za ciasteczko może się z tego urodzić?
Etykiety: Doda Robaczewska, gadżet, kutas, marketing, Nina Andrycz, Zanussi
Co łączy bohaterkę sztuki Peter Quiltera „Boska” o nieudolnej, ale szczęśliwej śpiewaczce z Agnieszką , dynamiczną adeptką sztuki filmowej z „Człowieka z marmuru” Andrzeja Wajdy? Oczywiście Krystyna Janda , u Wajdy nerwuska o niespotykanej wówczas gestykulacji, z nieodłącznym papierosem w ustach, w „Boskiej” dojrzała już kobieta o gołębim sercu, niemiłosiernie fałszująca, ale pełna głębokiej wiary w swój talent. Niewiele aktorek może powiedzieć o sobie , ze ich nazwisko jest pożądaną dziś „marką”. O zawrót głowy przyprawia sam zestaw okładek czasopism z Jandą, wykaz ról filmowych, lista otrzymanych nagród. Ciągle jednak mamy w pamięci Agnieszkę z „Człowieka z marmuru” czyli kogoś kto z całą siłą swojej młodości usiłuje dociec prawdy. Potem były co prawda wspaniałe kreacje w „Przesłuchaniu” Bugajskiego czy „Kochankach mojej mamy” Piwowarskiego, ale Agnieszka stała się symbolem szlachetności, dociekliwości, może nawet „polskości” w wykonaniu młodej dziewczyny. Od filmu Wajdy Janda stała się uosobieniem polskiego patriotyzmu w trudnych czasach PRLu , dzisiaj potocznie zwanych czasami komunizmu. Zmieniały się mody, również filmowe, zmieniały się gusty publiczności , rosły nowe pokolenia aktorów i aktorek, a marka „Krystyna Janda” wciąż była w cenie. To co państwowe coraz częściej przekształcano w prywatne, teatrom obcinano budżety i wspaniałe inscenizacje stawały się coraz rzadsze. Janda znów zaczęła walczyć, tym razem o swój teatr, prywatny teatr. I tak 56. letnia dziś aktorka ( jak w to uwierzyć?) dobiegła do roli w „Boskiej”, która dobry Bóg przy pomocy Quiltera podarował jej Teatrowi Polonia. Oczywiście teatr Jandy nie jest teatrem awangardowym, w końcu Agnieszka ma już swoje lata, a by spokojnie funkcjonować trzeba publiczności proponować coś innego.”Boska” wydaje się stworzona dla Jandy. Może wykorzystać komediową stronę swojego aktorskiego emploi, ale co najważniejsze może …śpiewać . Pokazać jak śpiewa osoba , która ma zbyt dobre mniemanie o swoim talencie muzycznym to najwartościowsza cześć tej roli ( niektórzy mówią „kreacji”). Chyba jednak najciekawszą częścią roli Jandy jest zgodnie zresztą z zamysłem autora sztuki uzmysłowienie widowni faktu, że obok kreacji aktorskich i operowych, oprócz autorów ważnych książek prozatorskich i poetyckich, wybitnych dzieł malarskich, obok tego wszystkiego „super” są osoby, które cenimy nie za wybitne osiągnięcia ale za złudzenie dawane otoczeniu. Bohaterka „Boskiej mówi : „Ludzie mogą mówić, że nie umiem śpiewać, ale nikt nigdy nie powie, że nie śpiewałam”
Jak to dobrze, że Agnieszka w swoim dorosłym życiu nie została dyrektorką jakiegoś ważnego muzeum martyrologicznego, albo Ministerstwa Kultury, a porządnego teatru rozrywki. Dalej jest rozpoznawalną marką , dalej myślimy dobrze o jej patriotyzmie. Kim będzie Agnieszka w nowym filmie Wajdy. Oto jest pytanie ….
Od Dzierżyńskiego do Konrada- meandry przygody aktorskiej
0 komentarze Autor: e.m.e.RyT o czwartek, marca 06, 2008Holoubek nie żyje. Aktor teatralny i filmowy, reżyser, dyrektor teatru, wykładowca.85 lat, prawie do końca czynny zawodowo. My kinomani pamiętamy go przede wszystkim jako alkoholika Kubę z ‘Pętli” Hasa ( 1957 ) a także Dziadzię ze ”Wspólnego pokoju” 1959, również Hasa. Są aktorzy do których przypisany jest ze względu na ich temperament , wygląd a czasem jakiś nieuchwytny rys psychiczny pewien typ roli. Zapasiewicz to inteligent, naukowiec , lekarz. Holoubek to klasyczny profesor Tutka z opowiada Jerzego Szaniawskiego, czyli rodzaj mędrca codzienności, który wychodząc od faktów oczywistych buduje ich inne znaczenia. Telewizyjne miniatury oparte na refleksyjnych opowiadaniach Szaniawskiego(1966) nie były może najlepszymi filmikami, ale Holoubek był w nich obsadzony idealnie.
Taki też był podobno prywatnie, a raczej w otoczeniu innych , bliskich mu ludzi. Dowcipny i ciepły mędrzec , nieco melancholijny, nieco ironiczny, ale bez uszczypliwości
Jego debiutem filmowym był „Żołnierz Zwycięstwa” Wandy Jakubowskiej w 1953 , w którym odtwarzał Feliksa Dzierżyńskiego. Czy Holoubek mógł przypuszczać, że w 1968 roku jako Konrad w Dejmkowych „Dziadach” wyprowadzi młodzież na ulice Warszawy?
Umiera w 40. rocznicę tych wydarzeń .
Żegnaj profesorze Tutko.
Wajda ( l. 82) chce zrealizować film na podstawie Iwaszkiewicza, Kazimierz Kutz ( l. 79 ) ciągle czynny politycznie też przebąkuje o realizacji kolejnego obrazu. O ile wierzymy Wajdzie, a nawet wierzymy w Wajdę, to już ponowne wejście Kutza do grona praktykujących reżyserów wydaje się wątpliwe. Może raczej wyreżyseruje jakaś sztukę, może w teatrze, raczej w telewizji. Ostatni ekranowy film Kutza to „Półkownik Kwiatkowski” z 1997 r. bezpretensjonalny, mistrzowsko zrealizowany . Ta komedia o czasach powojennych, o walce oddziału AK z UB pokazała Kutza jako wybornego stylistę. Ten film wielokrotnie wyświetlany w TV zawsze ogląda się z przyjemnością.
Trudno oceniać Bohdana Porębę jako mistrza , może mistrza w zakresie Hurrapatriotyzmu. Młodym to nazwisko nic nie mówi , przecież ostatni film Poręba nakręcił 17 lat temu. Z jego dorobku filmowego czasami przypomni się „Hubala „ z Ryszardem Filipskim, a na pewno w języku potocznym zwrot „ gdzie woda czysta i trawa zielona” pochodzący od tytułu filmu zyskał sobie na stałe prawo obywatelstwa.
W pewnym okresie Poręba zostaje szefem nacjonalistyczno stowarzyszenia „Grunwald”. Z Porębą kojarzone jest też jest nazwisko aktora Ryszarda Filipskiego lat 74 ( tytułowa rola w „Hubalu”). Filipski, po wieloletniej banicji bywa widywany w drugoplanowych rolach filmowych , nawet w „Pitbulu”, serialu cieszącego się dużą popularnością.
Bohdan Poręba ze swoimi poglądami nadawałby się do wyraziciela środowisk spod znaku Ojca Rydzyka, a nawet Jarosława Kaczyńskiego, nikt go jednak nie chce. A on chce robić filmy , niezależnie do proweniencji sponsorów. Nie może zrozumieć, że lawirantów ideologicznych takich jak on nikt już nie potrzebuje. Jest dużo więcej osób chcących robić filmy, ale dużo młodszych. Dla nich nie jest już ważna żadna ideologia poza wynikiem komercyjnym.
Tragedia mistrza filmów hurrapatriotycznych.
Dziennikarz pyta go w ostatnio opublikowanym wywiadzie:
Tęskni pan za Peerelem?
„…- Wie pan, jedna rzecz była dobra. Wiedziałem, do kogo iść. Jak cenzor coś chciał usunąć, to się podpisywał własnym nazwiskiem. Mogłem więc iść do jego szefa. Jak się nie udało - mogłem iść wyżej, do partii, nawet do KC. Jedna frakcja mnie wspierała, druga zwalczała i dzięki temu wiele rzeczy udawało się załatwić. A dziś nic nie wiem, po prostu mgła. Do kogo mam iść? Może pan ma jakiś pomysł? Ja mogę z samym diabłem paktować, byle mi dał zrobić film….”
Chyba nie doczekamy się następnego filmu Bohdana Poręby.




U Grassa w jego autobiograficznej książce „Przy obieraniu cebuli” znajdujemy taki fragment:
„W poszukiwaniu namiastki wymykałem się do kina i wciąż jeszcze widzę ocalały wśród ruin pałac filmowy, w którym - jak w czasach wojny tak i pokoju- wyświetlano jako główny punkt programu „Romancę w tonacji moll”. W głównych rolach niegdyś podziwiane, dobrze mi znane nazwiska: Marianne Hoppe, Paul Dalhke, okryty niesławą za inny film –Żyd Suss- Ferdinand Marian. Już za czasów mojej służby pomocniczej „Romanca w tonacji Moll” pomagała w pragnieniach. Zawsze, ilekroć wpadająca w ucho melodia „godzina miedzy dniem a snami „:towarzyszyły pojawianiu się jej Hoppe na ekranie…Ona przed wystawą …Ona wobec pokusy…Ona samotna w cierpieniu…Jej nieskazitelnie gładka twarz…Klejnot u jej szyi…Jej szybko pierzchający uśmiech…Piękność jakże niezapomniana…Trzy czy cztery lata temu po dziewięćdziesiątce zmarł przedmiot marzeń mojej młodości.
Jakie kobiety my zapamiętaliśmy na zawsze, nawet bez towarzyszącej im muzyki filmowej? Na pewno Maria Schneider w „Ostatnim tangu w Paryżu”(1972), a zwłaszcza "Zawód reporter "(1975). To z pewnością nie było wielkie aktorstwo, to była dziewczyna, którą chcieliśmy poznać, jej chód , jakby o kilka centymetrów nad ziemią stawiał ją w szeregu tych spostrzeżonych na ulicy czy w tramwaju, które zapamiętujemy na całej życie. To typ kobiety z tajemnicą której nigdy nie wyjawi nikomu.
Czytaliśmy, że po przeżyciach związanych z realizacją filmu „Ostatnie tango w Paryżu” uciekła gdzieś do dżungli południowo amerykańskiej. Potem dla nas kinomanów w Polsce ślad po niej zaginął. Ze zdumieniem odkrywamy, że 56 letna teraz Maria Szneider ciągle występuje w jakichś filmach, w jakichś nieznanych nam produkcjach..
„Koronczarkę” czyli Isabelle Huppert odkryjemy w 1977 roku, kiedy miała za sobą już kilkanaście filmów . Ten film ukazał nam drobną , piegowatą dziewczynę, nieco somnambuliczną, również z jakąś ukrytą prawdą. Huppert zagrała potem wiele wspaniałych filmów z wielkimi kreacjami ( choćby Pianistka). Ciągle gra nowe role, ale my pamiętamy ją jako dziewczynę – koronczarkę.
A z nowszych aktorek? Na pewno „Dziewczyna z perłą” czyli Scarlett Johansson. Wszyscy w tym filmie grali, a ona po prosty była. Była dziewczyną z obrazu holenderskiego mistrza, która zjawiła się wśród nas.
Scarlett Johansson jest teraz gwiazdą. Dużo gra, choć daleko jej do zjawiskowej dziewczyny z obrazu.
Aktorki naszych marzeń.
Nie będzie nam raczej dane czytać ich nekrologów.
Etykiety: aktorka, dziewczyna, film, Grass, Issabele Huppert, kino, koronczarka, Maria Schneider, perła, Scarlett Johansson
Tego należało się spodziewać. Wajda nie dostał Oskara za „Katyń”. Akademia może była po prostu konsekwentna ( żaden reżyser po Oskarze za całokształt twórczości nie otrzymał Oskara za kolejny swój film), może nie chciała mieszać się w konfrontację Konczałowskiego z Wajdą, a może jak zauważył kąśliwie Olbrychski wolała wybrać marginalny temat z Żydami w tle ( „Fałszerze”)niż ważny historycznie temat. Główny zwycięzca Oskara fil m „To nie jest kraj dla starych ludzi”( patrz w blogu do archiwum) też wykazuje ,że liczy się dla akademików bardziej film w konwencji kina popularnego niż poważniejsza epopeja jaką jest „Aż pokaże się krew.”
Wajda nie otrzymał Oskara, ale zabiera się do kolejnego filmu To znów będzie ekranizacja Iwaszkiewicza, niesłusznie nieco zapomnianego poety i pisarza. Dwa filmy na podstawie tej prozy ( „Brzezina” i „Panny z Wilka”) były sukcesami artystycznymi. Wajda ma dodać to swojego filmu Jandę jako aktorkę i Olgę Tokarczuk jako prozatorkę. Co z tego wyjdzie?
Wierzę w Wajdę.
Reżyser Andreson w filmie „Aż poleje się krew” sięga do historii Stanów Zjednoczonych i ukazuje początki przemysłu naftowego w Teksasie na przykładzie kariery Daniela Plainviewa ( w tej roli pamiętny bohater „Mojej lewej stopy”- Daniel Day Lewis).Oczywiście oglądamy pieczołowicie odtworzone pierwsze odwierty, prymitywne wieże wiertnicze i maszyny poruszające wiertła usiłujące wydobyć ropę na pustynnych ziemiach. Rodzi się bogactwo małych, biednych społeczności mieszkających wówczas Teksasie, rozpoczyna się funkcjonowanie przywódców religijnych, rodzi się też klasa potentatów naftowych, takich właśnie jak Daniel Plainview. To jego postać w znakomitej kreacji Daniela Day Lewisa pozwala nam lepiej zrozumieć ludzi , którzy tworzyli ówczesny przemysł naftowy. Ludzi budzących zaufanie , sprytnych ,przywódczych, a jednocześnie bez względu na okoliczności dążących do wytkniętego celu. Film ukazuje nie tylko te cechy charakteru, które prowadzą ich do potęgi własnego biznesu, naftowego, ale zapewnie i wielu innych, ale także cenę jaką płacą osobiście oni i ich najbliżsi. Akcja filmu mieści się miedzy rokiem 1898 a 1927, ale ma się wrażenie , że perypetie bohaterów da się łatwo odnaleźć i u współczesnych biznesmenów. Te same slogany , którymi przyciąga się wyborów ( w filmie właścicieli małych gospodarstw), te same zwroty – klucze( „jestem nafciarzem i dlatego nie będę owijał w bawełnę”).
„ Aż poleje się krew” trzeba oglądać na dużym ekranie. Przestrzenie Teksasu z małymi drewnianymi budynkami rodzącego się przemysłu przemawiają do nas wtedy ze zdwojona siłą. Daniel Day Lewis) już został nominowany do głównej roli męskiej tegorocznych Oskarów. Koniecznie jednak trzeba podkreślić fantastyczną muzykę, a może raczej ścieżkę dźwiękową filmu. Można ją chyba tylko porównać do funkcji jaka pełni muzyka w „Ziemi obiecanej” Wajdy. Może to podobieństwo wynika w końcu z faktu, że i film Wajdy też mówi o początkach przemysłu. Że maszyny zaczynały być tak ważne jak ludzie?
Etykiety: film, Oskar, przemysł naftowy, Teksas
To nie jest kraj dla starych ludzi - film oskarowy
1 komentarze Autor: e.m.e.RyT o czwartek, lutego 21, 2008
Dlaczego film braci Joela i Ethana Coen uzyskuje aż 8 nominacji do tegorocznych Oskarów?
Ta krwawa i mroczna historia dziejąca się na pograniczu Texasu i Meksyku to krzyżówka thrillera, filmu policyjnego, a nawet moralitetu. Llewelyn Moss, polujący pewnej nocy znajduje zwłoki kilku mężczyzn obok porzuconych samochodów , a także dużą sumę dolarów w neseserze. Domyśla się ,że miały tu miejsce porachunki handlarzy kokainy .Zabiera pieniądze lecz poluje na nie również psychopatyczny morderca Chigurh . Osią filmu jest pojedynek miedzy Llewelyn Mossem a Chigurhem, pojedynek o pieniądze. Policję reprezentuje szeryf Bell,policjant u końca swojej kariery zawodowej.
A więc dlaczego tyle nominacji? Oczywiście wspaniała realizacja i zdjęcia, dialogi w stylu czarnego humoru, kreacje aktorskie, zwłaszcza doprawdy przerażającego mordercy Chigurhwita. To kreacja Javiera Bardema.
Powszechne uznanie krytyki amerykańskiej dla filmu kryje się jednak zapewne w diagnozie jaką stawia swojemu krajowi szeryf Bell. Pogranicze Stanów i Meksyku ( ale czy tylko?)to narkotyki, pieniądze i zbrodnia. Prawo jest absolutnie bezsilne i szeryf przechodzi na emeryturę z poczuciem swego rodzaju przegranej. Film nie ma też tradycyjnego happy endu, bo przecież widzimy , że mocno poszkodowany psychopata uratuje się i tym razem. To nie jest kraj nie tylko dla starych ludzi ( tytuł pochodzi z wersa poematu Williama Butlera Yeats'a.), ale to nie jest kraj dla porządnych , uczciwych ludzi.
Takie diagnozy serwuje film nominowany do najwyższej nagrody. W konwencji kina jednak rozrywkowego. Ale Oskar dla filmu amerykańskiego to nie jest nagroda dla poważnych , gniotowatych filmów społecznych z Europy…
Etykiety: Javiera Bardem, Joela i Ethana Coen, Oskar
Etykiety: film, pokuta, recenzja, Saorise Ronan.
















